Elvis Żyje #5

Lot do Warszawy trwał 12 godzin. Drinki i opalone stewardesy dosyć mocno utkwiły mu w głowie. Czy tęsknił za tamtym życiem? Nie. Im dalej- tym czuł się nowym człowiekiem. Jakby zmienił towarzystwo na osiedlu. Mały krok w dorosłość. Całą drogę analizował co zyskał, co stracił. Rachunek przedstawiał się na minusie. To nie był rachunek sumienia, on go jeszcze nie miał. Trzy, dwa, jeden był już w taksówce z pomysłami na piątkowy wieczór. Kierunek Piaseczno. Postanowił zrobić niespodziankę rodzicom. Wysłał około stu smsów do koleżanek z dawnych lat. “Cześć, Elvis jest w kraju, pamiętam te noce, jeżeli Ty również-napisz”. Zajechał po kwiaty dla mamuśki i whisky dla ojca. Mieszkał w dużym domu. Wśród tylu pokoi rodzice mogliby bawić się w chowanego, . Wysiadł zmęczony, ale nie narzekał na brak energii. Zostawił walizkę przy bramie, zapalił papierosa… gdy zobaczył coś małe, czarne i zwariowane. To był jego kundelek “max” . Mały merdał ogonem i próbował przeskoczyć furtkę. Elvis wypuścił psiaka i wziął na ręce. “Nikt nie pokocha Cię bezwarunkową miłością jak pies”- powiedział słysząc przychodzące smsy. Zapytał maxa “Kim ja jestem?”, ten tylko polizał go po policzku. Bez względu na to jakie miał relacje z rodziną, chciał trzymać fason. Kilka lat rozłąki to najlepszy argument. Zapukał do drzwi trzy razy. Jego oczom ukazał się 55 letni podsiwiały przystojny mężczyzna. “Hello my father”- rzucił Elvis wyciągając dłoń na powitanie. Ojciec był w szoku. Na stopach miał zaszyty klapek, co było dowodem, że Elvis zrobił im niespodziankę. Elvis pod wpływem emocji powiedział ” kocham cię tato”. Miał nadzieję, że ojciec tego nie słyszał. Ogarnął się wewnętrznie i wszedł do domu. Usłyszał hałas z kuchni. Wbiegł krzycząc wesołe “będzie ten obiad, czy nie?!”. Mamuśka rzuciła się w ramiona zapominając zakręcić wodę w zlewie. Nie wierzyli, że ich syn, który wyjechał z dnia na dzień- powróci w takim samym stylu. Ten wieczór był wyjątkowy. Mieli tyle sobie do powiedzenia, trzymali to głęboko w sercu i umyśle. Narastające napięcie chciało ujrzeć światło dzienne. Elvis wiedział jak rozpocząć taką rozmowę- mówiąc do ojca “napijmy się whisky wariacie”.

“Co tak głośno cyka!”- Elvis wymamrotał otwierając jedno oko. Spojrzał na zegarek. Wybiła dziesiąta rano. Sprawdził gdzie jest, czy ma głowę i dlaczego to tak boli. Doprowadził się do porządku. Zerknął w telefon- osiemdziesiąt nieodebranych i sześćdziesiąt dwa smsy. Nałożył garnitur, który na niego czekał w szafie. Wziął mercedesa ojca, pieniądze od matki i pojechał rozładować seksualne żądze przywiezione ze stanów. Wylosował Weronikę. Mieszkała trzy kilometry drogi w stronę Warszawy. Z tego co przypominał lubiła być łapana za słówka i blond włosy. Umówili się o dwunastej. Była sobota. Słoneczny dzień, żar w sercu i przyspieszony oddech. Jak to mówi Elvis “Pogoda na …”. Czekała na przystanku. Ubrała się jakby chciała dorobić na studia. Nic mu to nie przeszkadzało, gdyż była ostatnią kandydatką na jego żonę. “Cześć Wera, wsiadaj nie będziemy tu stali w trójkę”- powiedział szyderczo. Znał wiele polanek, o których krążą historie. Polanki idealne do pikniku, na których nigdy nie było pikniku.

Zatrzymali się przy pięknym, dużym, zielonym lesie. Było cicho, ciepło i przytulnie jak w jego sypialni. Wysiadł, by zapalić. Wera nie paliła, ale zrobiła wyjątek. Zostawiła ślad szminki na filtrze, skrzyżowała nogi i kręciła stopą opierając obcas na kamieniu. Zamienili kilka zdań, nim dym papierosowy uleciał w niebo. “To nie czas na romantyczne spacerki za rączkę” pomyślał, wpychając ją na tylnie siedzenie. Weronika to typ kobiety, który wie jak namalować uśmiech… na twarzy mężczyzny. “Nie masz majtek?”- mruknął zadowolony. Powiedział jej, że jest najgorszym typem faceta, nie posiada uczuć i zrani ją prędzej, czy później. Wera potraktowała to jak zaręczyny wpychając mu język w usta. Dobrana para. W aucie temperatura rosła z minuty na minutę, mimo zrzuconych ubrań. Zażądał, by nie zdejmowała butów na obcasie. Zaczął podgryzać jej szyję, ścisnął mocno za pośladki, wykonywał pewne ruchy. Całował namiętnie i długo. Był na głodzie. Ona również nabrała apetytu. Konsumowali swoją aurę seksu i pożądania. Miała gładką skórę, on 3-dniowy zarost. Pachniała pięknie, on był cały mokry. Litera V ułożona z jej nóg mówiła “welcome”. Kazał jej zamknąć oczy. Grzecznie spełniła rozkaz. “Powiedz, że mnie kochasz mała lafiryndo!”- nalegał. Był już tak blisko słysząc “kocham Cię”… gdy nagle ktoś zapukał w szybę…

Łukasz Rożewski

Twórca

ŁUKASZ JEST AUTOREM REDVOUX.PL. REALIZUJE SIĘ PISZĄC ARTYKUŁY, TWORZĄC NA YOUTUBE, PROWADZĄC KONSULTACJE. JEST OBSERWATOREM LUDZI, DLA KTÓRYCH TWORZY I ICH WSPIERA.

Brak Komentarzy

Wyjdź i Odpowiedz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

© Redvoux.pl Łukasz Rożewski 2019